sobota, 31 października 2015

Znak czasu: Rozdział 1.



Czasem mam wrażenie, że to wszystko co mi się przytrafia to tylko sny lub jakieś okropnie realistyczne halucynacje po mocnym joincie. Teraz akurat zachowuję się jak wariatka, bo szukam swojego anioła. Tak anioła, z którym aktualnie gram w chowanego. Jako mistrzyni tej gry muszę przyznać, że mimo wszystko jest lepszy ode mnie, ale tylko troszeczkę.
-Louis!- wydarłam się w geście desperacji. Serio, on chyba zniknął z powierzchni ziemi.- Gdzie ty jesteś? No wychodź już.
W tym momencie rozległ się jego dźwięczny śmiech i wysoki, niebieskooki szatyn zmaterializował się u mego boku. Spojrzałam na niego ze złością i szturchnęłam niezbyt delikatnie go w biodro. Ten uśmiechnął się szeroko i odparł:
- Chyba niedokładnie patrzysz skoro nie umiesz mnie dostrzec, Maddy.
- A idź ty...- prychnęłam i odwróciłam głowę.- Tak w ogóle to oszukiwałeś!
-Ja?- zrobił minę niewiniątka.- Gdzie ja ci tu oszukiwałem? Przecież jestem ucieleśnieniem prawdy i sprawiedliwości, zapomniałaś?- pyknął mnie palcem w ramię.
-Ha-ha! Akurat żadnej z tych rzeczy nie widzę. Miałeś nie znikać!
Louis wzruszył tylko ramionami i poczochrał mi włosy pieszczotliwie. To trochę dziwne być w "żywym" kontakcie ze swoim niebiańskim stróżem, ale już wyjaśniam o co chodzi.
Tak, Louis jest aniołem. Pełni tą funkcję już od mojego poczęcia aż do końca moich dni. Tak się też akurat złożyło- nie wiem czy to błąd w genach czy błogosławieństwo samego Boga-, ale ja je widzę. Nie tylko mojego stróża, ale też innych wysłanników niebios. Trochę to dziwne, ale z niektórymi się nawet przyjaźnię. Wracając. Zaczęłam je dostrzegać już od kiedy skończyłam trzy, a może cztery lata. No, w każdym razie w dość wczesnym okresie swojego życia. Jakby to kogo ciekawiło to teraz mam 15 lat. Uczę się całkiem nieźle (nie licząc nauk ścisłych to mam świetne oceny), mam kilkoro przyjaciół i fajną rodzinę. Czysta sielanka, którą burzą niekiedy drobne spory rodziców lub mojego rodzeństwa. Jednak nie narzekam. Gdy byłam młodsza, często pytałam się innych o to, czy też widzą swoje anioły. Jednak nie znalazłam nikogo, kto był taki jak ja, Mama dowiedziawszy się, że chodzę i wygaduję na około "te bzdury o aniołach", wściekła się i zakazała mi o nich wspominać. Zakaz obowiązuje do tej pory. W naszej rodzinie jakoś nikt specjalnie nie interesuje się "początkiem własnej egzystencji" czy też wiarą w Boga. Wszystko toczy się dla nich normalnym torem, bez żadnych ostrych zakrętów czy przeszkód. Żyją i nie przejmują się niczym. Ale nie ja. Od kiedy tylko poznałam Louisa, moje życie nabrało jakiegoś sensu. Nawet już jako dziecko nie miałam zbyt wielu powodów do radości. Mając wpływowych rodziców, którzy wciąż obracają się w tych "wyższych sferach" naszego społeczeństwa, nie czułam tego samego co inne dzieciaki, których rodziciele spędzali z nimi każdą wolną chwilę. Moi tacy nie byli, nie są i najprawdopodobniej już nie będą. Szczerze? Chyba nigdy nie widziałam ojca, by kiedyś wracając do domu z pracy, usiadł do stołu by zjeść obiad, a później rozsiąść się w starym fotelu przy kominku i czytać w spokoju gazetę. Z mamą jest to samo. Ciągle tylko: praca, bankiety, spotkania i innego "dorosłe sprawy". Ja jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa, była praktycznie rozpieszczana. Co chwilę dostawałam jakieś prezenty, zapraszam masę "koleżanek" na bez okazyjne przyjęcia i zawsze wygrywałam spory z siostrami. Z bratem nigdy się nie kłóciliśmy, bo... jakoś nigdy go w domu nie ma. Od kiedy wyjechał na studia przyjeżdża tylko na święta i wakacje. Jednak nawet w tym okresie nie mamy czasu by porozmawiać, a co dopiero się pokłócić.
Zatem została wychowywana na kompletną księżniczkę. Kapryśną, nieznoszącą sprzeciwu i egoistyczną. Dzieciaki z mojej dzielnicy były wprost zmuszane by się ze mną zadawać, bo ich rodzice chcieli choć stworzyć pozory, że liczą się w świecie moich rodziców. Zawsze udawałam, że też świetnie się z nimi bawię. I tak nie miałam innego wyjścia.
Potem jednak, pewnego dnia pojawił się ON. Wysoki, przystojny szatyn o dużych błękitnych oczach. Gdy się uśmiechną, w pokoju od razu zrobiło się jaśniej, a jego ruchy były pełne gracji, niczym u światowej klasy baletnicy. Głos ciepły i przyjemny dla ucha,a śmiech brzmiał jak dźwięki srebrnych, bożonarodzeniowych dzwoneczków, które wiesza się na choinkach. Stałam tak naprzeciw niego i nie mogła zamknąć ust z wrażenia. Pojawił się tak nagle, tak niespodziewanie. Nie umiała nawet odezwać się w jego obecności, czy też poruszyć by przypadkiem go nie spłoszyć. "Spłoszyć"- miała wrażenie, że jeśli zrobię jakiś nieuważnych ruch to on tak po prostu zniknie. Jednak tak się nie stało. Jest ze mną do dziś i pomaga mi jak tyko może. Oczywiście na początku nie było łatwo. Jak tylko dowiedziałam się, że to "sługa boży" od razu w moim dziecinnym, zepsutym sercu pojawiła się tylko jedna myśl. Kolejna zabawka, którą mogę gnębić ku własnej uciesze. Mimo to Louis okazał się na tyle cierpliwy i wyrozumiały, że udało mu się jakoś mnie "wychować". Wiem, że to brzmi dziwnie, ale na serio tak było. Powoli, drobnymi kroczkami rozumiałam swoje wcześniejsze postępowanie i zasady jakie panują na tym świecie. Zaczęłam uważniej przyglądać się innych ludziom.
A moje stosunki z rodziną? Po staremu. Rodzice- rozmowa z nimi zawsze kończy się "Uhm.. Jak zrobisz, tak będzie dobrze córeczko." Najczęściej jeśli chodzi o pieniądze to nawet nie muszę kończyć swoich wypowiedzi. A jakie są moje relacje z siostrami? Nawet nie chcę tego dokładniej opisywać. Najstarsza z nich- Camellia. Zadufana w sobie, podstępna żmija. Kiedy jeszcze nie umiałam mówić, często zwalała wszystko na mnie. Druga to Shayla, starsza ode mnie zaledwie o rok, ale i tak uważa, że dzieli nas ogromna przepaść intelektualna. Nieważne o czym mowa, ja i tak nie mam prawa głosu. Nasze spory, mimo to, że dzięki interwencji rodziców i tak wygrywałam, ona bezczelnie mawiała:" Nie przejmuj się. Może za kilka lat dorośniesz to tego by toczyć ze mną spory na równi." Zawsze po cichu mówiłam o niej" wredna, puszczalska su.."
- Ej! Co się tak zamyśliłaś?- zawołał Louis, stając naprzeciw mnie. Minę miał wprost rozbrajającą. Taka na wpół zmartwiona, a na pół zirytowana. Zaśmiałam się i odparłam:
- Tak jakoś. Przeszkadza ci to?- mój ton był lekko zaczepny. Szatyn uśmiechnął się, a ja od razu poczułam dobrze znane mi ciepło w sercu. Zgryzłam wargi i spojrzałam na boki. Gdy nie znalazłam niczego na czym mogłabym skupić wzrok, znów spojrzałam na swojego anioła.
- Pamiętasz, że umówiłaś się z Lisą na trzecią? Masz tylko piętnaście minut.- wskazał na zegarek. Otworzyłam szeroko oczy i rzuciłam się w stronę szafy. Musiałam szybko się przebrać. Lisa była moją najlepszą przyjaciółką już od początku podstawówki i na dodatek była jedną z tych "popularnych". Nie żebym ja też nią nie była, ale to Lisa ustanawia zasady i to właśnie ona rządzi. Dlatego lepiej jej w niczym nie podpaść. Louis twierdzi, że Lisa to niezbyt dobra partia na przyjaciółkę od serca, ale nie sprzeciwia się naszej znajomości. Do tego znam się dobrze z Chrystianem-jej aniołem, więc nie mam powodów do obaw. Trochę to dziwne mieć takich "niebiańskich" znajomych, ale mimo to cieszę się z tego.
W mniej niż pięć minut jestem gotowa do wyjścia. Wzięłam torebkę, okulary przeciwsłoneczne i klucze. Wychodząc z domu poinformowałam o tym Kristę, naszą gosposię. Jest taka opiekuńcza. Gdy byłam mała, często po kryjomu nazywałam ją "mamą". Jednak nigdy nie powiedziałam tego na głos. Zbyt dobrze wiedziałam czym to mogło się skończyć dla mnie i przede wszystkim dla Kristy.
Wyszłam z domu i energicznym krokiem pokonałam odległość między drzwiami domu a furtką. Spoglądając cały czas na zegarek, co chwilę zmieniając tempo z chodu po trucht, a nawet bieg, dotarłam do miejsca spotkania- Centrum Handlowego Alfa. Wyciągnęłam komórkę i wysłałam Lisie SMS'a, że czekam na nią przy fontannie, niedaleko wejścia. Odpisała, że czeka na mnie w Starbuks'ie. Jęknęłam. Przecież to aż na drugim końcu centrum! Z westchnieniem wstałam z ławki na której usiadłam i szybkim krokiem udałam się w stronę Lisy. Po kilku minutach, mocno zdyszana, dowlokłam się i obie z przyjaciółką rzuciłyśmy się sobie w ramiona, całując się w policzek na powitanie. W pewnym momencie spojrzałam prosto i ujrzałam przystojnego bruneta o ciemnych oczach i kpiącym uśmieszku na wąskich ustach. Był nawet wysoki i do tego wysportowany. Zmierzyłam go uważnym spojrzeniem i uznałam, że coś mi się w nim nie podoba. Na pozór wygląda jak typowy nastolatek, z ciętym językiem i buntowniczym charakterem, ale za tym kryło sie coś więcej. Te oczy. Miałam wrażenie, że przez ten ułamek sekundy, gdy naszej spojrzenia się skrzyżowały, on prześwietlił mnie całą niczym rentgen. Wstrzymałam oddech i w myślach przywołałam Louisa. Natychmiast poczułam ciepło, zwiastujące jego przybycie. Stałam tak przytulona do Lisy i komunikowałam się z moim aniołem telepatycznie nie spuszczając przy tym nieznajomego typka z oka.
"- Kim on jest?"- zapytałam. Anioł może określić tożsamość jakiego człowieka poprzez jego stróża.
"- To dziwne.- odezwał się po chwili Louis.- Nigdzie nie widzę jego opiekuna."
"- Może gdzieś się oddalił?- zasugerowałam.- Przecież to bardzo możliwe."
"- Nawet gdyby, to i tak czułbym jego aurę w odległości kilometra.- taka była dozwolona odległość pomiędzy człowiekiem, a jego stróżem.- Coś mi tu nie pasuje."
"- Mnie także. Dlatego cię wezwałam.- Lisa wreszcie odkleiła się ode mnie i zaciągnęła do najbliższego sklepu.- Proszę, sprawdź o co tu chodzi."
Szatyn skinął głową i zniknął w promieniach światła. Rozpłynął się, jak ja to lubię nazywać. W tym samym czasie Lisa podsunęła mi pod nos jadowicie zieloną sukienkę w cekiny.
- Śliczna, nie?- spojrzała mi w oczy czekając na moją odpowiedź. Skinęła  głową, a ona z zadowoloną miną poszła do przymierzalni. Rozejrzałam się niby za ubraniami, ale tak naprawdę obserwowałam tajemniczego chłopaka. Stał obok przymierzalni Lisy i również wpatrywał się we mnie. Odwróciłam się speszona i zaczęłam przebierać nerwowo między wieszakami. Czułam na sobie intensywne spojrzenie chłopaka. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Poskoczyłam i o mało co nie krzyknęłam, gdy zobaczyłam kto jest właścicielem owej ręki.
- Hej.- mruknął głębokim głosem. Jego oczy wpatrywały się we mnie jak w bardzo ciekawy okaz w zoo. Z ciekawością. Przełknęłam nerwowo ślinę i odparłam:
-Hej.
Chłopak uśmiechnął się szerzej, ukazując rząd prostych i białych zębów.
- Co mało rozmowna jesteś. Lisa opisywała cię jako kompletną gadułę, niedającą nikomu dojść do słowa,
Drgnęłam. To on jest z Lisą? Nawet o nim nie wspomniała i mi go nie przedstawiła.
- Jestem Lucas Malum. Miło poznać tak czarującą damę.
- Eee... Maddeline Risewelt. Mnie również miło poznać, Lucas.- rumieniec oblał całą moją twarz. Louis, gdzie ty jesteś?!
W tym momencie z przebieralni wyszła Lisa. Okręciła się kilka razy i spytała:
- I jak?
- Cudownie, kotku. Dla mnie we wszystkim wyglądasz zjawiskowo.- odparł natychmiast Lucas.
- Super.- mruknęłam. Czyli Lisa i Lucas są parą, jeśli wnioskują po tym jak się do siebie zwracają. Zmarszczyłam brwi i zerknęłam na Lucasa. Nie wiem co, ale serio ten gość ma coś w sobie niepokojącego. Przeciągnęłam się dyskretnie i spojrzałam na zegarek w komórce. Nawet nie minęło pół godziny! A czasu mam do około piątej. Szczerze? Wolałabym już wracać do domu. Spojrzałam na uśmiechniętą Lise i zdałam sobie sprawę, że dawno już nie widziałam jej takiej szczęśliwiej. Mimo, że miała wielu chłopaków, to jakoś nigdy nie umiała uśmiechnąć się przy nich tak... szczerze. A teraz? Skowronki, motylki i tęczę. Pełnia szczęścia. Westchnęłam cicho niezdecydowana. Zawsze mogła powiedzieć Lisie, że źle się czuję i iść zwyczajnie  do domu, ale patrząc tak na nią i Lucasa... Nie, lepiej zostać i dopilnować by nic się złego nie stało. Nawet jeśli moje podejrzenia są błędne, a ja jestem jakąś paranoiczką to i tak instynkt podpowiada mi, że ten cały Lucas Malum ma nieczyste intencje.
A ja rozgryzę co i jak...



Autorka: Strasznie przepraszam za tą ponad tygodniową obsuwę, ale miałam okropne problemy ze szkołą i zabrakło mi czasu by coś napisać! Jeszcze raz bardzo przepraszam i życzę Wesołego Halloween~! /Lonelyness

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Anonimowi użytkownicy proszeni są o podpis na końcu komentarza.

© Shalis dla Wioska Szablonów
© Dmitry Elizarov.